[08] Harry wie, że zadaję się z Draco

Beta: Degausser

Chwila ta trwała jakby w nieskończoność. Cała moja uwaga była skupiona tylko i wyłącznie na starej, czarnej płachcie. Chłopak trzymał w dłoni kawałek materiału, a mnie korciło aby go pogonić, by czym prędzej go w końcu ściągnął. Chciałam już dowiedzieć się, co to za tajemnica jest skrywana w tym jakże dziwnym pomieszczeniu. Draco jednak nie śpieszył się, cały czas wahał się, czy pokazać mi to, co dla niego było tak strasznie ważne. Jednakże uznał chyba w końcu, że skoro pozwolił mi tu wejść, w pewnym sensie zaufał mi, to już nie ma odwrotu. Ściągnął czarny, zakurzony, materiał z tego tajemniczego mebla.
– Szafa? – zapytałam zdziwiona.
Spodziewałam się czegoś w rodzaju starej komody bądź innego rodzaju sprzętu domowego, jednakże nigdy nie przypuszczałabym, że naprawdę będę mieć rację. Nie wyglądała na zwykłą część wyposażenia sypialni, jaką można spotkać w normalnym domu. Była ogromna, zdecydowanie wyższa od Dracona, chociaż on nie należał przecież do osób niskich. Zbudowana została z ciemnego, praktycznie czarnego drewna. Niezwykle zdobiona, znajdowały się na niej przedziwne, może jakieś starożytnoruniczne symbole, których niestety nie byłam w stanie rozszyfrować. Czuć było od niej bijącą magię, mroczną magię.
– Ona... Przecież stała na korytarzu na pierwszym piętrze – dodałam.
Kiedyś nie zwracałam na nią uwagi, mimo że często obok przechodziłam. Brałam ją za zwykłą ozdobę, coś, co ma tylko stać i ładnie wyglądać. Nie wszystko przecież, co znajduje się w Hogwarcie musi być magiczne, więc nigdy zbytnio mnie nie zainteresowała.
Przeniosłam wzrok na Malfoya, a ten jedynie kiwnął głową. Obszedł mebel dookoła, następnie nie zatrzymując się, przeszedł również za moimi plecami. Nie byłam pewna, czy obserwował mnie, czy przyglądał się z fascynacją szafie.
– O co w tym chodzi? – zapytałam cicho.
Skoro Malfoy pofatygował się, aby przenieść ją z pierwszego piętra aż na siódme, to na pewno musiał mieć w tym jakiś cel.
Przez dłuższą chwilę mi nie odpowiadał. Stał oparty o kolumnę podtrzymującą sufit i z założonymi rękoma wpatrywał się we mnie. Do pomieszczenia przez zabite deskami okna wpadały promienie słoneczne, które, przelatując pomiędzy nami, ukazywały, otaczające nasz, malusieńkie drobinki kurzu. Cisza ta trwała wieczność, czas zatrzymał się na chwilę, potęgując uczucie pewnego rodzaju niepewności i zarazem ciekawości. Poczułam gęsią skórkę na karku, dreszczyk emocji przeszył moje ciało.
– Jeżeli mam ci pomóc ją naprawić, to muszę wiedzieć, co to jest – powiedziałam z naciskiem.
– To jest Szafka Zniknięć, która powoduje jakby teleportację przedmiotu z jednego miejsca do drugiego. Takie zajście może wystąpić tylko pomiędzy bliźniaczymi Szafami Zniknięć. Ta jednak – zaczął, wskazując na nią – nie działa zbyt dobrze. Nie ma tego połączenia, a moim zadaniem jest naprawienie jej.
Mój mózg zaczął pracować na wyższych obrotach. Szafa Zniknięć, teleportacja, bliźniacze? Dlaczego miał to naprawić? Jaki był w tym cel? Przygryzłam dolną wargę, ruszyłam z miejsca. Podeszłam do szafy, otworzyłam drzwi, które wydały przy tym dosyć głośny, skrzypiący dźwięk. Po plecach przeszły mi ciarki. Nie lubiłam tego rodzaju odgłosów. Zajrzałam do środka, następnie zamknęłam je. Obeszłam ją dookoła, tak jak to chwilę wcześniej zrobił Draco. W myślach szukałam już zaklęć, które mogłyby nadawać się do takich spraw, nic jednak samo nie wpadało mi do głowy. Musiałam się dowiedzieć więcej o tym wszystkim.
– Ta Szafa Zniknięć też ma swoją bliźniaczkę? – zapytałam. – Gdzie ona się znajduje?
– Nie twój interes – odpowiedział oschle. – Masz mi pomóc ją naprawić i tyle.
Czułam, że więcej się niczego nie dowiem. Nie chciałam jednak dać po sobie poznać, że nie na rękę była mi jego odpowiedź, więc tylko kiwnęłam głową i odwróciłam się do niego plecami. Znów zapadła chwila ciszy. Draconowi chyba bardzo nie podobało się, że tu jestem. Ale przyjął moją propozycję. Zastanawiało mnie, co go do tego skłoniło. Może był bardzo zdesperowany? A może profesor Snape szepnął mu słówko, że mogę być przydatna?
– Zajrzę do biblioteki przy najbliższej okazji, poszukam czegoś na temat tego... czegoś. Jak to działa dokładniej. Myślę, że w dziale ksiąg zakazanych na pewno znajdę coś na ten temat, jeżeli nie natrafię na nic w innych działach – powiedziałam spokojnym głosem. – O pozwolenie zwrócę się do profesora Snape'a albo Slughorna, tak myślę. Nie powinno być problemów. Draco?
Odwróciłam w jego stronę głowę, czując spojrzenie na karku. Przyglądał mi się z zainteresowaniem. Nigdy nie widziałam go w takim stanie. Zawsze pokazywał siebie jako osobę wyższą, pewną siebie, mającą coś do powiedzenia. Czyżby Draco Malfoy miał dwie różne twarze?
– Będziemy się spotykać, gdy będę chciała nad tym popracować, mam ci dać jakoś znać, czy powiesz mi, jak mam się tutaj sama dostać? – zapytałam.
– Poinformuj – odpowiedział tylko.
Kiwnęłam głową. Bez dłuższego zwlekania ruszyłam w stronę drzwi. Słyszałam tylko, jak ciężki materiał opadł na swoje poprzednie miejsce, a kiedy wyszłam z pomieszczenia, Malfoy był już za mną.
– W takim razie do zobaczenia – dodałam.
Malfoy nawet mi nie odpowiedział, odwrócił się na pięcie, zgarnął Crabbe'a i Goyle'a, którzy akurat grali w Eksplodującego Durnia, i zniknął za rogiem.

Siedząc w pokoju wspólnym, nadal rozmyślałam nad tym, co zobaczyłam w dziwnym pomieszczeniu na siódmym piętrze. Najbardziej interesowało mnie to, co to jest za miejsce i jak Draconowi udało się tam dostać. Nigdy wcześniej nie słyszałam o samoistnie pojawiających się drzwiach czy tajnym schowku na tym korytarzu.
– Nad czym tak myślisz?  – zapytała mnie Alice, siedząc obok mnie.
– Właściwie to… słyszałaś coś o tajemniczym pomieszczeniu na siódmym piętrze? – spytałam. – Bo widziałam dwóch piątoklasistów, którzy rozmawiali o spotkaniu tam, wymieniali się jakimiś informacjami. Dziwna sytuacja – dodałam.
Głupio było mi wymyślać takie historyjki, ale musiałam przecież jakoś ukryć przed nią ten fakt. Ufałam jej, naprawdę, ale to była tak ważna sprawa… Poza tym, dałam przecież słowo.
– Tajemnicze pomieszczenie? – zapytała zdziwiona. – Nie mam pojęcia.
– Szkoda, naprawdę mnie to zainteresowało. Wiesz, mogłabyś się tam spokojnie spotykać ze swoim
chłopakiem.  À propos – zaczęłam. – Co tam u Johna?
Alice zmarkotniała na pytanie o chłopaka. Byłam ostatnio trochę nieobecna i czyżby ominęło mnie coś ciekawego? Patrzyłam na nią wyczekująco, mając nadzieję, że wszystko mi opowie, a ta milcząc, zaczęła bawić się skrawkiem swojego swetra.
– No powiedz coś w końcu – ponagliłam ją.
– Jest super i w ogóle, ale zaczął strasznie dużo czasu spędzać na treningach i tam jest taka
szóstoklasistka…
Przerwałam jej, wybuchając śmiechem. Jej ton i to zawstydzenie buchające od niej na kilometr rozwaliło mnie kompletnie. Tego mogłam się spodziewać. Alice Walker nie ma normalnych zmartwień, więc co to za problem samemu je sobie stworzyć? Spojrzała na mnie wściekle, a ja miałam wrażenie, że jej włosy uniosły się, jakby naelektryzowane.
– No bo, proszę cię, czego się spodziewałaś? Skoro gra, to musi trenować. A dziewczyny w drużynach były, są i będą – powiedziałam.
– Nic nie rozumiesz, bo sama nie masz faceta. Nie wiesz, co to za uczucie – wysyczała.
Naprawdę w tym momencie jej jedynym problemem były treningi jej chłopaka? I jakaś dziewczyna w drużnie? Naprawdę ją lubiłam, ale czasami nie miałam na to sił. Co ona mogła wiedzieć o kłopotach, trudnym życiu? Jakiego uczucia nie znałam, zazdrości? Ona za to nie wiedziała jak to jest stracić matkę, miałam większe problemy na głowie, prawdę mówiąc.
– Jeżeli się kochacie, a ty mu ufasz, to nie powinnaś mieć takich myśli – powiedziałam oschle. – A
teraz przepraszam. Idę do biblioteki.
Był już wieczór, kiedy opuściłam pokój wspólny. Kroki skierowałam w dół schodów, następnie udałam się na piąte piętro. Byłam trochę zła, stwierdziłam więc, że zamiast siedzieć tam i nawzajem sobie dogryzać, pójdę porobić coś pożytecznego. I bynajmniej nie miałam tutaj na myśli nauki.
Wchodząc do pomieszczenia, uderzył mnie zapach starych książek. W pewnym sensie bardzo go
lubiłam, dobrze mi się kojarzył. Bardzo dobrze poznanym przeze mnie miejscem był dział z książkami do eliksirów, tam czułam się najlepiej i mogłabym siedzieć przy nich godzinami. Dzisiaj nie były jednak moim priorytetem.
Biblioteka była dosyć duża, każdy dział miał kilka regałów, na nich kilkaset książek, jedne zwykłe,
normalne, inne po otwarciu syczały, strzelały, gryzły czy krzyczały. Te bardziej niebezpieczne były
raczej w dziale ksiąg zakazanych i nieważne jest to, skąd o tym wiedziałam.
Przy stolikach siedziało kilkoro uczniów. Pani Pince zerkała na wszystkich i pilnowała ciszy. Kiwnęłam jej delikatnie na przywitanie, a następnie ruszyłam w poszukiwaniu jakichś informacji. Przede wszystkim chciałam dowiedzieć się, czym tak naprawdę jest ta dziwna szafa. Ale stojąc przed tyloma działami, regałami, książkami nie miałam pojęcia, od czego zacząć. Wzięłam głębszy wdech i nie mając nic do stracenia, weszłam w pierwszy zaułek. Zielarstwo, na które trafiłam, nie zainteresowało mnie. Tak samo następne choroby magiczne, astronomia, numerologia czy chociażby eliksiry, obok których przeszłam, zerkając z lekkim utęsknieniem. Ile bym dała, aby móc tutaj zostać i zagłębić się w te stare księgi. Zdawałam sobie jednak sprawę z tego, że w tym miejscu nie znajduje się to, czego poszukuję. Wiedziałam, że im szybciej odkryję, o co w tym chodzi, tym lepiej. Będę mogła od razu zabrać się do pracy.
Przechodząc pomiędzy regałami, zastanawiałam się, na czym mi bardziej zależy. Na poznaniu prawdy czy na pomocy Malfoyowi, mimo tego, że spodziewałam się, że nie będzie to miało nic wspólnego z dodatkową pracą domową, a pomagając mu, pomagam też tym, którym pomóc bym nie chciała. Ale skoro sam profesor Dumbledore się na to zgodził, to na pewno nie będzie miało to żadnego negatywnego efektu. A przynajmniej taką miałam nadzieję.
 – Naprawa i konserwacja – przeczytałam.
W końcu coś, co mnie zainteresowało. Bez namysłu wzięłam księgę i ruszyłam w stronę stolików.  Była ciężka i gruba, liczyłam jednak na to, że coś w niej znajdę.
– Szafaa… Szz, szafka – mrucząc pod nosem pierwsze litery szukanego przeze mnie wyrazu, przesuwając palcem po spisie treści.
– Szafa zniknięć to magiczny przedmiot umożliwiający podróż pomiędzy dwoma bliźniaczymi szafami – przeczytałam cicho. – Z powodu zaginięcia wszystkich szaf zniknięć nie jesteśmy w stanie podać metody na ich naprawę lub konserwacje. Dla ciekawskich, zachęcamy do zajrzenia do książki „Magiczna teleportacja” autorstwa Rudolfa Magott. Rudolf Magott…
Zamknęłam księgę, odłożyłam ją na miejsce i podeszłam do biurka pani Pince. Była to wysoka i szczupła kobieta, która na głowie często nosiła pięknie przyozdobione kapelusze. Miała trochę koślawy nos i krzywe spojrzenie. Była bardzo miłą kobietą, o ile ktoś potrafił zachować ciszę i spokój w jej bibliotece.
– Przepraszam, poszukuję książki Rudolfa Magott „Magiczna teleportacja” – powiedziałam pewna siebie.
– A czy ma pani zezwolenie na skorzystanie z ksiąg z działu ksiąg zakazanych? – zapytała bibliotekarka.
– To ona tam się znajduje? Nie wiedziałam.
– Skoro nie ma pozwolenia, to nie mogę cię tam wpuścić.
Zagryzłam dolną wargę, rzuciłam ciche dziękuje i odwróciłam się na pięcie, aby po chwili opuścić bibliotekę.
Nie było jeszcze tak strasznie późno, więc ruszyłam schodami w dół w stronę lochów. Chciałam wyciągnąć od mojego ojca pozwolenie na wejście do działu ksiąg zakazanych, ale kiedy byłam już prawie pod jego gabinetem, zawahałam się. Na pewno zaraz zaczęłyby się pytania: a po co mi to, na co mi to, czy ma to coś wspólnego z Draco i tym, co kombinuje. A ja nie chciałam dzielić się informacjami bez całkowitej pewności. Miałam ich informować, no ale… Nie byłam przekonana, czy to do niego na pewno powinnam się w tej sprawie zwrócić.
Obróciłam się i zamiast do gabinetu profesora Snape’a, ruszyłam w stronę pokoju Slughorna. Stary ślimak, jak to na niego mówili Ślizgoni, był niemal zachwycony moimi umiejętnościami. Ciągle jednak mówił o nadzwyczajnie uzdolnionej Hermionie Granger, bo mugolaczka i taki talent. Nigdy nie dostałam zaproszenia też na spotkanie jego klubu, może byłam za nisko urodzona? Kto wie, ale lubiłam tego mężczyznę.
Zapukałam do jego drzwi, w okienku po chwili pojawiła się twarz Slughorna, a mężczyzna, widząc mnie, z szerokim uśmiechem otworzył.
– Pani Waiss. W czym mogę pani pomóc – zapytał.
– Panie profesorze, przepraszam, że nachodzę o tak późnej porze, ale właśnie byłam w bibliotece i pogłębiałam swoją wiedzę na temat eliksirów, wie pan dobrze, jak jestem nimi zafascynowana. Niestety dalsze treści na temat jednego z nich znajdują się w książce, która jest w dziale ksiąg zakazanych. Niestety pani Pince nie chce mnie tam wpuścić bez pozwolenia, czy byłby pan tak miły i…
– Oczywiście! – prawie wykrzyknął Horacy, zapraszając mnie do środka. – A może ja mógłbym ci w czymś pomóc i wyjaśnić?
– Dziękuję, profesorze. Nie chcę jednak zawracać panu tym głowy, na pewno uda mi się samej wszystko zrozumieć. W razie jakiś problemów, wiem, gdzie pana szukać – zapewniłam go.
Slughorn pokiwał kilkakrotnie głową, ruszył w głąb swojego gabinetu. Nigdy tutaj nie byłam, nawet nie wiedziałam, że takie pomieszczenie istnieje. Było bardzo bogato zdobione, zupełnie inaczej, niż u innych nauczycieli. Słyszałam, że profesor uczył już kiedyś w Hogwarcie, czyżby to był jego stary gabinet? Podeszłam bliżej komody, która stała pod ścianą. Na niej ustawione były stare fotografie, a na nich, jak sądzę, byli uczniowie. Ulubieńcy Ślimaka. Mnie z tych wszystkich zdjęć zainteresowało tylko jego.
– Profesorze? – zapytałam. – Ten chłopiec na tym zdjęciu to profesor Snape?
Horacy poszedł bliżej, spojrzał na wskazaną przeze mnie fotografię i uśmiechnął się szeroko.
– Tak, tak. Był bardzo utalentowanym uczniem, genialny z eliksirów. Tak jak jego bliska koleżanka, Lily Evans. Miałem nadzieję, że pójdzie inną drogą, całkowicie poświęci się eliksirom. Wróżyłem mu ogromny sukces, on jednak postanowił zostać w szkole i nauczać. W dodatku upodobał sobie pozycję nauczyciela obrony przed czarną magią.
– Profesor Snape był bardzo dobrym nauczycielem eliksirów – powiedziałam, pierwszy raz od dłuższego czasu pochlebnie wypowiadając się na jego temat.
– Ależ oczywiście, dużo cię nauczył. Jesteś do niego bardzo podobna, masz niesamowity talent. To rzadko spotykane – powiedział. – Twoje pozwolenie.
Wzięłam kartkę papieru, spojrzałam na cienkie pismo nauczyciela, a następnie uśmiechnęłam się do niego. Podziękowałam i opuściłam gabinet.

– Myślisz, że coś podejrzewa? No, wiesz, że Snape jest twoim ojcem – zapytała Alice, kiedy wspólnie siedziałyśmy przed kominkiem, gdy wszyscy poszli już spać.
– Profesor Slughorn? Nie wydaje mi się. On szufladkuje ludzi ze względu na ich status społeczny i umiejętności, bogate rodziny. Na pewno mu przez myśl nie przeszło, że coś może być na rzeczy – odpowiedziałam.
– To czemu nie jesteś w jego klubie?
Na to już nie potrafiłam odpowiedzieć. Czyżby zabrakło dla mnie miejsca, a może byłam zbyt mało wyrazistą postacią, aby mieć swoje miejsce wśród jego kolekcji? Kto wie, co mogło siedzieć w głowie profesora.
Kiedy Alice już poszła, ja powróciłam myślami do całego dzisiejszego dnia. Malfoy, gdy jest sam nie jest wcale taki straszny, miałam wrażenie, że bardzo się przejmuje tym swoim zadaniem i bardzo zależy mu na jego wykonaniu. W pewnym sensie chciałam mu pomóc, czułam, że on tego potrzebuje. Z drugiej strony bałam się. Została jeszcze opcja Harry’ego Pottera, do którego miałam się zbliżyć, a on jak na złość odsuwał się od innych ludzi i cały czas spędzał tylko ze swoimi przyjaciółmi. Musiałam znaleźć jakiś sposób, dyrektor na mnie przecież polega. Jak on to nazwał, od tej misji zależy życie wszystkich czarodziejów.

Następnego dnia po zajęciach nie pobiegłam od razu do biblioteki, aby dostać się do działu ksiąg zakazanych. Mimo że bardzo mnie korciło, to miałam swój rozum i wiedziałam, że najpierw rzeczy ważne, szkolne, a dopiero potem reszta. Chociaż Szafa Zniknięć przez cały dzień krążyła mi po umyśle i nie pozwalała się skupić na obowiązkach.
Szłam korytarzem w lochach, powoli i spokojnie w stronę głównych schodów. Moim planem było pójść do profesora Snape’a. Dużo w nocy przemyślałam i żałowałam, że od razu wczoraj do niego nie poszłam. Nie potrzebnie angażowałam w to Slughorna, na pewno będę musiała później podzielić się fascynującymi informacjami na temat eliksiru, który tak mnie zainteresował, tym samym dodałam sobie jeszcze więcej pracy. Nie skręciłam jednak w odpowiedni korytarz, rzadko uczęszczany. Za plecami słyszałam głosy, jak się okazało Harry’ego, Weasleya i Hermiony. Cóż, są bardzo charakterystyczni i nie trudno ich pomylić. Szli za mną i żywo rozmawiali, chyba nie zwrócili na mnie zbytniej uwagi. Wolałam jednak nie ryzykować.
– Ostatnio zauważyłem, że Malfoy znika z jakiegoś powodu na siódmym piętrze – usłyszałam, a serce szybciej zaczęło mi bić. – Wczoraj jednak, nie był tam sam.
– Nie, a z kim? – zapytała Granger.
– Z Emily Waiss. Dziwne, prawda?
– Znam ją, jest rok starsza od nas. Slughorn o niej opowiadał na ostatnich zajęciach, podobno jest znakomita z eliksirów. Sądzę, że nawet lepsza niż ty, Harry – dodała z lekkim przekąsem.
– Hermiona, ile razy mam ci powtarzać, że robię tylko to, co jest napisane na marginesach tej książki. Bez ciebie przecież pierwszego roku bym nie zdał – zaprotestował Harry.
– No, ja też – dodał Ron.
– Dlatego powinieneś ją oddać – odpowiedziała Granger.
Nie wiem, o czym dalej rozmawiali, serce tak biło mi z wrażenia, że nie zwracając na nich uwagi, skręciłam w stronę gabinetu mojego ojca. Zapukałam do drzwi.
– Harry wie, że zadaję się z Draco – powiedziałam patrząc mu prosto w oczy, kiedy tylko otworzył drzwi.  

***

Rozdział napisany już od dawna i dawno też wrócił od bety. Niestety miałam taki kaprys, by poczekać na nowy szablon. Trafiłam na fajnego bloga, dziewczyna, na nowej szabloniarni robiła bardzo ładne szablony i sobie zamówiłam. Czekam już od miesiąca i cóż, nie wiem czy się w ogóle doczekam. Jak dostanę to wstawię, jak nie, to poszukam gdzieś indziej.
U mnie zawirowania, zaraz sesja, mi się niedługo kończą zajęcia, ale praktycznie cały czerwiec z przerwami na egzaminy mam terenówki. Czyli łażenie po lasach, nad jeziorami etc i zbieranie robali na bezkręgowce i roślin z zalążków. Tak więc czeka mnie ciężki miesiąc. Wątpię, aby pojawił się wtedy nowy rozdział. Proponuje wyczekiwać go w wakacje. O wszystkim będę was informować. Zachęcam do komentowania :D Pozdrawiam i życzę udanej sesji, a reszcie przyjemnych, zbliżających się wakacji.
Szablon by
InginiaXoXo